Witamy na portalu! -
Wywiady

Pod żaglami na Bornholm

Źródło: Kurier Mysłowicki 15/2012
02.02.2012 20:01 przez Paweł Zajdel

Młodzi żeglarze z Mysłowic, piętnastoletni Filip Stalmach i jedenastoletnia Roksana Oszek, na początku sierpnia wypłyną w rejs na małej łodzi żaglowej klasy 420 z Gdyni przez Łebę na duński Bornholm.

Młodzi mysłowiczanie mają zamiar przepłynąć wyznaczoną trasę Gdynia - Łeba - Bornholm, chcąc pokazać jak wspaniałe mogą być sporty wodne, głównie żeglarstwo, nie tylko regatowe i rekreacyjne, ale także chcąc spełnić własne morskie marzenia.

2 lutego odbyło się spotkanie sztabu wyprawy oraz jej głównych uczestników czyli Roksany i Filipa z Prezydentem Miasta Gdynia Wojciechem Szczurkiem. Na spotkaniu prezydent Gdyni potwierdził swoje zainteresowanie wyprawą młodych żeglarzy z Mysłowic.

http://420nabornholm.pl/foto/10.jpgTrasa wyprawy 420 na Bornholm


Rozmowa z Filipem Stalmachem, młodym żeglarzem z Mysłowic

Opowiedz, jak zaczęła się Twoja przygoda z żaglami?

Zaczynałem swoją przygodę z wodą w łódeczce wykonanej z... piasku na plaży przez mojego ojca mając 5 lat. Potem przyszła kolej na poważniejszy „statek” - ponton made in china o długości metra. Największą trudnością było opanowanie dwóch wioseł, z czego wtedy wydawało mi się o dwa za dużo. Potem opływałem Figla, Maczka oraz Optymista. I nareszcie przyszedł czas na zdobycie pierwszych umiejętności, w wieku 12 lat zdobyłem patent żeglarza jachtowego w Yacht Clubie Opty w Chełmie Śląskim, w którym do dzisiaj chętnie spędzam czas na wodzie. Opływałem też Nesh’a, szlifowałem umiejętności na Venusce, stałem też za sterami szkoleniowych keczów. Najfajniej jednak żegluję mi się na rodzinnej Gidze II.

Gdzie ostatnio pływałeś, dalej niż bliżej?

Ostatnie dwa lata to rejsy po Adriatyku, gdzie jako „III oficer” nabierałem praktyki na jednostkach Sun Odyssey 43.4 oraz Beneteau 50.1. Październik w tym rejonie to fajne przeżycia. Wiatr Bora wiał w porywach do 7 w skali Beauforta. Mocny wiatr gnał jacht z prędkością 10 węzłów pod pełnymi żaglami, a to jest to co najbardziej mnie cieszy na morzu.

Ale to już u Ciebie rodzinne.

Tak, tę pasję do mocnego pływania odziedziczyłem po ojcu, który opowiadał mi, że również od małego podobało mu się szybkie pływanie. Dlatego też wybrałem łódź klasy 420 jako połączenie szybkości, zwinności, bezpieczeństwa oraz radości z pływania. Póki co, nie jestem samotnikiem, więc moja 420-stka pozwala zabrać ze sobą cenne towarzystwo, przesympatyczną załogantkę Roksanę Oszek.

Co Cię pociąga w żaglach?

Są chwile, w których lubię być sam za sterem decydując o tym jak i gdzie płynę. Jednak wyprawa na Bornholm została wymyślona przeze mnie jako wyzwanie dla zgranej załogi. Stąd każdą wolną chwilę razem poświęcamy intensywnym treningom. Liczymy na swoje siły, a także na wsparcie znajomych zaangażowanych w nasz pomysł, jak i wszystkich, którym los młodych żeglarzy nie jest obojętny.

Jak wpadłeś na pomysł odbycia takiego rejsu?

Podziwiając dokonania wielu żeglarzy zafascynowałem się dalekimi podróżami morskimi. Przeczytałem mnóstwo książek o morskich przygodach, w marzeniach odwiedziłem setki portów, by w końcu zamienić je w rzeczywistość. Dla mnie jako nastolatka wyprawa na Bornholm moim małym jachtem regatowym, to początek wielkiej przygody, którą chcę realizować cały czas. Myślę, że w przyszłości każda wyprawa żeglarska będzie przywodzić mi na myśl ten mój pierwszy „Bornholm”, jako taki symbol marzeń, wysiłku, obawy przed nieznanym i radości z odkrywania świata.

Nie za duże słowa? Bałtyk wbrew pozorom nie jest sadzawką i sztormy na nim porównywalne są do sztormów na Północnym Atlantyku.

I dlatego wiem, że mimo tego, iż odbyłem parę rejsów morskich na znacznie większych jachtach, to wyprawa, którą planuję będzie dla mnie sprawdzianem wytrzymałości i samodzielności. Po raz pierwszy jako skipper będę musiał podołać odpowiedzialności i obowiązkom kapitana. Ode mnie zależeć będzie powodzenie tego rejsu. Wiem, że jest wiele niebezpieczeństw żeglugi morskiej, zwłaszcza na Bałtyku. Muszę zadbać o prawidłowy kurs, wytrymowanie jachtu, wybranie odpowiedniego osprzętu oraz przede wszystkim o dobre samopoczucie załogantki, od której równie wiele zależy.

Jak wygląda Wasz trening?

Ostatnie miesiące ubiegłego sezonu żeglarskiego spędzaliśmy co weekend na zalewie Dziećkowice. Każdą sobotę i niedzielę, począwszy od wczesnych godzin rannych do wieczora poświęcaliśmy doskonaleniu swoich umiejętności żeglarskich. Ekstremalne pływanie, planowane wywrotki, mozolne taklowanie łódki, doskonalenie jej trymu, to wszystko, co ćwiczyliśmy w ubiegłym sezonie.

11-letnia Roksana Oszek

Teraz każdą wolną chwilę spędzamy na planowaniu wyprawy oraz przygotowaniu łódki. Przed nami jeszcze cięższy sezon szkoleniowy - treningi morskie na zalewie szczecińskim i zatoce gdańskiej. W ten sposób spędzimy czas poprzedzający dzień startu wyprawy na Bornholm. W międzyczasie czekają nas treningi sprawnościowe oraz szkolenia doskonalące umiejętności nawigacyjne.

Jak na swój wiek masz już dokładne plany na przyszłość.

Chcę żeglować, żeglować i jeszcze raz żeglować, a wolnych chwilach nurkować. A na poważnie… szczęśliwie dopłynąć 420-stką na Bornholm. Mamy pomysł zaczęcia dzięki temu rejsowi serii różnych ciekawych projektów żeglarskich, w których mam zamiar aktywnie uczestniczyć. Już w przyszłym roku popłynę tą samą trasą w planowanych przez naszą Fundację Żeglarską „Silesian Sail” regatach Baltic Sigma Active. Mam nadzieję, że ta impreza przyciągnie żeglarzy ciekawych wrażeń regatowych, którym nie chce się już mówić o pływaniu „od boi do boi”. Biorę też udział w przygotowaniu wielu ciekawych projektów „wodnych” w ramach naszej fundacji. Jeszcze w tym roku czeka mnie kolejna przygoda z morzem: rejs majówkowy po północnym Adriatyku. Następnie w lecie odbędę rejs do Kopenhagi na brygantynie „Kapitan Głowacki”, na pokładzie której chcę zdobyć doświadczenie w prowadzeniu dużej jednostki oraz w pracy na rejach. Jesienią odwiedzę za sterem 50-cio stopowego jachtu wyspy Morza Śródziemnego w rejonie Grecji. Tegoroczny sezon żeglarski urozmaicę kilkudniowymi rejsami wzdłuż wybrzeża polskiego oraz przelotami na Bornholm na rodzinnym, 30-sto stopowym jachcie „Paspatu”.

Podobno szykują się nowe żagle?

W tym roku będę pomagał ojcu i dziadkowi w budowie naszego wymarzonego, stalowego szkunerao wdzięcznej nazwie „I’m alone”. Jest to 12-metrowy, dwumasztowy jacht zaprojektowany przez kapitana jachtowego i znanego konstruktora Bogdana Małolepszego. Szkuner ten chcemy pokazać na The Tall Ship Races w 2013 roku, w Szczecinie. Mam nadzieję, że odbędę na nim samodzielnie wiele dalekomorskich rejsów. Nadal będę poszerzał swoją wiedzę oraz zdobywał nowe doświadczenia żeglarskie, po to by za niespełna 3 lata, zdobyć uprawnienia sternika jachtowego. Będę dążył do uzyskania stopnia kapitana jachtowego, co w przyszłości pozwoli mi realizować marzenia o dowodzeniu żaglowcami.

A Twoje hobby?

Pomiędzy szkołą, a żeglarstwem znajduję czas na moją dodatkowe hobby czyli nurkowanie. Ten sport uczy współpracy w grupie i przede wszystkim zasad bezpieczeństwa. Życie kolegi w grupie zależy ode mnie i ja także mogę w pełni zaufania powierzyć siebie doświadczeniu kolegi, z którym nurkuję. W wolnych chwilach gram na pianinie moje ulubione szanty, ale nadal mój śpiew nie dorównuje talentowi żeglarskiemu. Lubię też pomajsterkować budując coraz to ciekawsze układy elektroniczne. Zresztą jestem odpowiedzialny za stan instalacji elektrycznej na naszym jachcie. Sporo czasu poświęciłem także modelarstwu okrętowemu. Raz w roku, buduję razem z ojcem kotwicę z piasku w nadziei na dobre wyniki w każdym z nadchodzących sezonów żeglarskich. Ta fajna zabawa kontynuowana jest przez nas od dobrych 10 lat i stała się tradycją w naszej rodzinie. Kotwica to symbol nadziei, którą mam w sercu wyruszając w każdy kolejny rejs.

więcej na stronie www.420nabornholm.pl

Wróć



Podziel się:

Dodaj komentarz / napisz na forum / dyskutuj na czacie
maks. 500 znaków


cola
02.04.2012 18:07
121 komentarzy

Fajny chłopak, ma ciekawą pasję. Powodzenia!
Szkoda tylko, że rozmowa z Filipem zbyt mocno przeredagowana. Swobodna wypowiedź piętnastolatka, nawet jeśli tak precyzyjna, nie brzmiałaby chyba tak nienaturalnie.


żeglarz
10.03.2012 12:23
IP:178.36.*

Jakby popłynęli sami bez asekuracji to rozumiem, ale z okrętem z setką ludzi pilnujących żeby się dzieciom nic nie stało to trochę rozdmuchana wyprawa. Założenia są takie że przy pięknej pogodzie wiaterku do 4B, z kierunku W lub SW dopłyną bo jak mosnie przywieje albo w "morde" to nie ma szans. Pływanie po Dziećkach to nie to samo co morze, lub Adriatyk z rodzicami. Tak jak a-hoj napisal to przerośnięte ambicje rodziców. Dużo pływam i wiem co mówię, większość czasu spędzam na Zalewie i Bałtyku.


Korfanty
15.02.2012 09:58
IP:77.237.*

Bartku dlaczego nie wspomniałeś o wspaniałym dziadku kapitanie żeglugi wielkiej Gienku.On pierwszy nabierał szlifów marynarskich.Chwała Tobie że idziesz śladem rodzinnym i możesz rozsławiać Mysłowice.


a-hoj
04.02.2012 12:11
IP:83.26.1*

Ciekawy chłopak. Może daleko zapłynąć w życiu. Ale ta wyprawa jest może za wcześnie, jak na jego wiek. Na wyścig szczurów ma jeszcze czas. I na dodatek ta dziewczynka jedenastoletnia. Zastanawiam się, czy w ogóle jest sens w jej uczestnictwie oraz kto poniesie konsekwencje, jak dziecku coś się stanie. Czy przypadkiem nie jest to presja zbyt ambitnych rodziców?


Popularne
Reklama
stat4u